Wierszyki żartobliwe

ANIA I FRANIA

Weszła Ania do mieszkania,
a tam stoi pralka „Frania”.
Trzeba zabrać się do prania.

Nie minęły dwa pacierze
i już „Frania” Anię pierze.

SPOSTRZEŻENIA SZCZEGÓŁOWE

Szczebiot ptasząt wieszczy deszcze.
W gąszczu się ukryły kleszcze.
Szczaw i bluszcz nie kwitną jeszcze.
Szczupły Szczepan szczęka szczęką,
chyba ubrał się zbyt cienko.
Szczeniak szczeka, szczerzy kły –
nie jest głodny ani zły –
chce dopaść szczwanego szczura.
Szczur w gąszcz chaszczy daje nura.
Sąsiad szczotką ze szczeciny
czyści szczeble u drabiny
– szcz – szcz – szcz –
aż przechodzą człeka dreszcze.
Szczęsny szczyci się szczupakiem –
właśnie złowił go przetakiem.
Szczupak błyszcząc daje susa –
zmyka, tylko płetwą rusza.
Rój pszczół wylazł ze szczeliny.
Szczygieł spadł na szczyt leszczyny,
szczypie szczyptę koniczyny.
Patrzę i się szczerze dziwię –
wszystko toczy się szczęśliwie.
Chyba w plener się wypuszczę.
Barszczu zjem i pójdę w puszczę.

CHROŃMY WILKI

Do Grzegorza przyszedł gość.
Ten gość to Grzegorza teść.
Niewesołą przyniósł wieść,
że nie można paść przy lesie,
bo wilk czyha na obrzeżach.
Trzeba dopaść tego zwierza.
Lub na sprytny pomysł wpaść,
żeby nie mógł bydła kraść.
Grzegorz krzyknął: Och, psiakość!
Chyba mówisz mi na złość.
Właśnie miałem powieść krowy
pod zagajnik leszczynowy.
Jak chcesz mieć pięć krów, nie sześć,
daj wilkowi jedną zjeść –
mówi żartobliwie teść.
Masz skłonność do kpinek tato,
a przecież nie pora na to.
Czy jest pewność, że to wilk?
Z nagonką tam pójść wypada,
przegnać go na włość sąsiada,
albo mocne wnyki spleść.
Czyńże tedy swą powinność.
Wierzę w twą przemyślność synu.
Bierność obca twej naturze.
Bliższe – dzielność i skuteczność.
Uda Ci się „ponieść wilka”,
choć ten „poniósł razy kilka”.
Ale teraz daj mi maść.
Boli mnie w ramieniu kość.
Natrę – bo mam tego dość.
Trudno dolegliwość znieść.
Natarł, natarł i miał iść.
Zerwał winogrona kiść,
żeby coś po drodze jeść.
Do Grzegorza krzyknął – Cześć!
Na nos zdążył spaść mu liść.
Tu opowieść przerywając,
ingeruję w przyszłość wilka.
Daję mu na zawsze wolność!
Kończę zaś czterdziestym „ść”.

RÓŻA

Cień wieczorny się wydłuża
Przyszła Róża od podwórza
I w basenie się zanurza
Mocząc pupę i odnóża.
A że basen nie kałuża
Róża igra, wodę wzburza,
Kąpiel nieco się przedłuża.
To mamusię Róży wkurza
Woła: „Wychodź z wody Różo
Bo niezdrowo co za dużo”.
Chociaż niezbyt chętnie Róża
W końcu z wody się wynurza,
Tu ją zapach róż namiętnie
Obejmuje i odurza.

Nagle niebo się zachmurza
Spoza pobliskiego wzgórza
Pełznie chmura – czarna, duża
świat się mroczy, wynaturza.
Obok wzgórza, u podnóża,
Widać wędrownego wróża.
W jego rękach z winem kruża.
Wieszczy głośno acz niedużo:
„Schroń się w domu piękna Różo,
bo za chwilę będzie burza”.
Dzielna Róża się oburza
pogardliwie oczy zmruża
„Ja nie potrzebuję stróża.
Czyżbyś widział we mnie tchórza?
Nie straszna mi żadna burza.”

ANALIZA  UTWORU
Utwór „Róża” składa się z dwu części – idyllicznej i heroicznej.
Młoda bohaterka przeżywa dramat egzystencjalny przechodząc, w stosunkowo krótkim czasie, od beztroski i subtelnych odczuć romantycznych do poważnego zagrożenia żywiołem. To wyzwala w niej pokłady odwagi graniczące z heroizmem.