MINIMARZENIA
Miesiąc miłości — maj. Maria — małżonka magistra matematyki, milkliwego mizeraka Mikołaja Malickiego — marzy.
Marzenie morskie:
Melodyjnie, monotonnie mruczy morze. Mnóstwo mew, morszczynu, meduz, muszelek. Modrooki młodzieńczy Maciej Mirabelka, malarz, masuje Marię. Muska miękko, mocniej, mocniej. Manipuluje między majteczkami — maestria! „Mógłbyś mnie mieć!” — myśli Maria. Mimowolnie młodnieje.
Marzenie moralne:
Maurycy Młot, miodousty mecenas, molestuje Marię:
— Moja myszeczko, małoż mężatek miewa miłego misia? Monogamia mniej modna. Moglibyśmy mościć małe mieszkanko: mięciutkie mebelki, magnetofon, możliwość mnóstwa miłosnych minutek…
Maria majestatyczną miną manifestuje moralność. Milcząc mija mecenasa. Maurycy Młot markotnieje.
Marzenie makabryczne:
Mansarda, melina Mamerta Mokrego — magazyn marihuany. Mandolina, monopolówka, mortadela, mosiężna misa mandarynek. Mroczny Mamert, menedżer-mafioso, mamroce:
— Mańka, miłujesz mnie?
— Miłuję!
Mikołaj męczydusza, mąż Marii, międli mazgajowato:
— Mario! Mimo miana mężatki?
Męski Mamert momentalnie miażdży Mikołajowi makówkę.
Masakra! Marię mdli.
Monodram: mdłosłodki moment masturbacji.